Felieton kulinarny
Potrawy za 5 złotych
Autor:   Data: 20.03.2009
Żródło: http://kuchnia.o2.pl/felietony/potrawy-za-5-zlotych-o_646
W życiu każdego z nas bywają takie momenty, a przynajmniej mam taką nadzieję, że nie jestem w tym odosobniona, kiedy przeszukujemy kieszenie we wszystkich ubraniach w celu znalezienia tam zwiniętej w rulonik dychy. A to przelew jakoś nie może do nas dotrzeć lub poszaleliśmy w knajpach przez weekend, nie myśląc o poniedziałku. Albo jesteśmy jeszcze na garnuszku rodziców, którzy są daleko i wierzą w nasze umiejętności gospodarnego wydawania pieniędzy, w czasie studiów. Jak to wygląda w rzeczywistości, wszyscy wiedzą. W każdym razie podsumować to można, jakże enigmatycznym wyrażeniem: bywa różnie. Rozpatruję jednak sytuację, gdy bywa raczej średnio, bo przecież pięć złotych, to nie jest jeszcze tak źle.

Zakładam, że w takich momentach wszelkie dylematy kulinarne, gdy burczy w żołądku, zaczyna się od sprawdzenia stanu faktycznego szafek kuchennych i lodówki. Najczęściej „coś” się w nich znajdzie. Może jajko, cebulę albo makaron? To doprawdy już bardzo dużo. W zasadzie w takiej sytuacji możemy odpuścić wyprawę do sklepu, chyba że zachce nam się zimnego piwka do obiadu. Kierunek działania jest dość prosty, gotujemy makaron, smażymy na złoto cebulkę dodając przyprawy, jeśli takie znajdziemy. Dorzucamy do gotowej cebuli i przesmażamy całość, a na koniec wbijamy jajko. Plan B - w przypadku, gdy zamiast cebuli znajdziemy czosnek jest równie prosty. Smażymy czosnek, najlepiej byłoby na maśle lub dobrej oliwie, ale nie bądźmy za bardzo wymagający. Z makaronem postępujemy podobnie, ale uwaga, jajko zostaje na deser. Pożyczamy od sąsiadów dwie duże łyżki cukru i robimy kogel-mogel.

Przypomina mi się przepis, który znalazłam kiedyś na stronie z przepisami wegetariańskimi, podany przez jakąś internautkę. Nazywał się „Sztuczny kurczak”. Otóż, gdyby ktoś był zainteresowany tego typu daniem, bo od razy przyznaję się, że nie próbowałam, wymaga on trzech składników. Makaron gotujemy bardzo al dente, słowo niedogotowany byłoby tu odpowiednie, ale brzmi bardzo nieprofesjonalnie. Przesmażamy na patelni z tłuszczem i przyprawą do kurczaka. Koniec.

Pozostając nadal w temacie makaronu. Jeśli posiadasz piątkę w kieszeni, jesteś w stanie zaopatrzyć się w serek topiony, mały koncentrat pomidorowy i paczkę najtańszych świderków. Mając w pamięci jeszcze cebulę, która czeka na nas w domu, przygotujemy obiad, którym spokojnie można się podzielić z gośćmi, bez rumieńców na twarzy. Z podsmażonej cebulki, koncentratu rozcieńczonego wodą i serka topionego robimy sos. Nie trzeba go zagęszczać, bo serek nada mu odpowiednią konsystencję. Podobnie będzie z główną nutą smakową. Gatunek topionego decyduje, czy pójdziemy w kierunku ziołowym, mięsnym czy jakimkolwiek innym. Ja najczęściej wybieram serek naturalny i dodaję do sosu dużo łagodnego curry.

Chciałabym przypomnieć zupę, o której chyba wszyscy słyszeli, a część na pewno próbowała. Idealnie pasuje do tematu dania za przysłowiowego piątaka. Nazwa tej zupy jest intrygująca zarówno w wersji polskiej: ZUPA NIC, jak i francuskiej: ILE FLOTTANTE. Co prawda we Francji podawana jest jako deser, na zimno. Potrzebujemy mleko, wanilię i jajka. Chcąc zmieścić się w pięciu złotych, wanilię zastępujemy cukrem waniliowym. Gotujemy mleko, z białek ubijamy pianę, do której dodajemy cukier, następnie robimy kluski, nakładając ją łyżką lub łyżeczką, do gorącego mleka. Warto je przekręcić na drugą stronę w gotującym mleku. Kluski wyciągamy i od razu możemy je rozłożyć na talerze. I teraz roztrzepane żółtka wlewamy do mleka, które oczywiście nie powinno się już gotować. Kwestia dosłodzenia zupy, to już sprawa indywidualna. Do piany można dodać szczyptę cynamonu, kluski będą bardzo ładnie wyglądały. Plusem tej zupy jest to, że uwielbiają ją dzieci, a poza tym, można ją podawać na zimno i na gorąco.

Osobom gustującym raczej w daniach wytrawnych pozostają jeszcze naleśniki z pasztetową. Stary, sprawdzony sposób, o którym opowiada się historie. Nie zapominajmy też o ziemniakach. W sytuacji, kiedy nie uda nam się wyskrobać piątki z portfela, dwa złote wystarczy na kilogram i włoszczyznę. Swojska i skromna kartoflanka z zasmażką, którą można oczywiście wzbogacić kawałkiem podsuszonej kiełbasy, znalezionej w zakamarkach lodówki. Szybka w przygotowaniu i sycąca. Można ją też zmiksować na krem.
Odnośnie słowa „syty”. Jak słyszę wyrażenie padające z ust osób różnego gatunku: „to danie jest syte” zawsze mam ochotę zapytać: w sensie najedzone?