Przepisy kulinarne Gotujemy z o2.pl

Miłość do frytki

19.06.2009

Miłość do frytki Rok szkolny już się kończy, studenckie sesje podobnie. Wraz z wyrzuceniem książek w kąt pojawiają się wyczekiwane wakacje. Raptownie wszystkie pociągi są załadowane, a spokojne przez większość roku kurorty wyglądają jak pole ziemniaków zaatakowane przez stonkę. Miejscowi właściciele małych biznesików zacierają ręce. Wiadomo, że wzrośnie spożycie ziemniaków masowo przerabianych na frytki.

Ogólne spożycie produktów stałych jak i płynnych wzrośnie, bo stonka jak wiadomo, jest bardzo żarłoczna. Odnoszę wrażenie, że w sezonie spada jakość potraw oferowanych przez bary i fast foody. Porcje też wyglądają jakoś inaczej i częściej trafia się niedosmażona ryba.
I to wszystko przez was turyści.
Przyznaję, czasami i mnie zdarza się zgrzeszyć i aplikuję mojemu ciału zapiekanki z sosem czosnkowym lub porcję frytek.

Podejrzewam spisek między serwującymi piwo a budkami z jedzeniem. Ci pierwsi polewają piwo do północy, a w tym czasie na zapleczu Barów u Tadka masowo gromadzą wielkie buły z pieczarkami i wiadra keczupu, rozgrzewają frytkownice, by łaskawie otworzyć okienka dla wygłodzonej nocnej społeczności, nie zawsze grzecznie ustawiającej się w kolejce.

Wraz z pojawieniem się w papierowym trójkąciku 100 gramów frytek, pojawia się las głodnych, wyciągniętych rączek. Różnica między dniem a nocą jest taka - gdy jest jasno rączki są małe, po zmroku zaś rączki mają już długie czerwone paznokcie, obrączki na palcach albo są to po prostu łapy.
Miłość do frytek jest ogólnoświatowa. Pojawia się z pierwszą porcją kupioną przez rodziców i trwa bardzo długo.

Wracając kiedyś z pracy, często nad ranem, musiałam po drodze mijać kilka sopockich kebabów. Widok był zawsze taki sam. Tłum ludzi, z których część pochłaniała już swój posiłek, a druga niecierpliwie czekała. O jakże radosny to dla mnie obrazek. Te twarze umazane sosem z nieludzkim wyrazem głodu. Wystrojeni ludzie, kobiety na obcasach a mężczyźni w prasowanych kilka godzin wcześniej koszulach. O tej porze makijaże są już nieco rozmazane, obcasy mocno przeszkadzają, a koszule należałoby zmienić, bo poza wygnieceniem przyozdobione są niejednokrotnie pomidorkiem albo kleksem z sosu. Grupa jednoczy się jak w orwellowskich dwóch minutach nienawiści, tyle że w miłości do jedzenia. I już nikomu nie przeszkadza wyschnięta zapiekanka i blade frytki, kapusta pekińska jest krucha i soczysta a majonez to najbardziej wyrafinowany sos, jaki przychodzi do głowy o piątej nad ranem. Wszystkim tak samo wypada sałatka z bułki. Mieszają się zapachy ekskluzywnych perfum, dymu papierosowego i przypalonego sera. Podobnie jak mieszają się pomruki niezadowolenia czekających z jękami rozkoszy konsumujących.

Urok tego jedzenia polega na jego lokalizacji. Komu chciałaby się w domu coś takiego przygotowywać. Frytki są uliczne z natury. Jak wiadomo wymyślono je w Belgii, początkowo zyskały status dodatku do ryb i mięsa, dziś są pełnoprawną przekąską. Pokrojony w paski ziemniak smażony w głębokim tłuszczu zrobił międzynarodową karierę. Ukochany przez wszystkie dzieci i część dorosłych, choć się do tego nie przyznają.

Z takim jedzeniem jest podobnie jak z serialami. Kogo bym nie zapytała, to wyśmiewa wszelkie telenowele. A jednak oglądalność nie spada, podobnie jak ilość sprzedawanych frytek.

Chciałabym was namówić na domowe robienie frytek. Nie takich z paczki, ale takich połączonych z obieraniem ziemniaków i ich krojeniem oczywiście. Gdy byłam dzieckiem, to w moim domu czasami pojawiały się takie i najczęściej był za nie odpowiedzialny dziadek. Złociste frytki były grube i mięsiste, podawane w dużej misce, która o dziwo gromadziła całą rodzinę przy stole, niezależnie od wieku. Do frytek polecam przygotowanie kilku sosów i surówek. Dla nieznacznego uzdrowienia tego posiłku sosy można przygotować na bazie jogurtu, a nie majonezu. Można też przyprawić je orientalnie. Spróbujcie frytek z bananów i batatów lub selera. Do bananów doskonale nadaje się sos waniliowy z gęstego jogurtu.

Jakże jestem wdzięczna naturze za zmysł smaku.
Prześlij do znajomego Wersja do druku

Komentarze

Zgłoś 20.06.2009 Wasiek

tak, gdyby nie było smaku a jadałoby się tylko z głodu, czyli byleco ... o wartości pożywnej nadrzędnej..