Przepisy kulinarne Gotujemy z o2.pl

Programy kulinarne - telewizor w kuchni

22.02.2013

Programy kulinarne - telewizor w kuchni

Telewizja pokazała a uczeni podchwycili,

Że jednemu psu, gdzieś w Azji, można przyszyć łeb od świni.

Wykrył pies bimbrownię na czas, wycinanki robi wujek,

Jak smarować margaryną telewizja transmituje.
 

 

(Telewizja 1972 Salon Niezależnych)
 

 

Irytuje mnie, że często programy kulinarne nie mają wiele wspólnego z kuchnią i gotowaniem. Temat jest tylko pretekstem. A w rzeczywistości chodzi o jakąś psychodramę, ktoś się popłacze, ktoś przejdzie dalej albo odpadnie. O gotowaniu nic się nie dowiemy. To mógłby być równie dobrze konkurs ludzi rzucających kawałkiem drewna albo piłą mechaniczną, ale ponieważ gotowanie jest modne, wybrano właśnie ten temat.
 

 

Rober Makłowicz
 

 

Aż dziwne, że podjąłem ten problem tak późno. Telewizja. Podstawowa metoda spędzania wolnego czasu i kluczowe źródło informacji o świecie dla milionów Polaków. Cóż, zapewne niepodejmowanie tego tematu na szerszą skalę wynikało po prostu z faktu, iż sam telewizora nie posiadam i oglądam go głównie „w gościach”, ale za to dobra pamięć pozwala mi z lekka odtworzyć, jak do polskiej telewizji przebijała się kuchnia i kulinaria.
 

 

W czasach późnego realsocjalizmu kulinaria były kwestią drażliwą. No bo jak tu coś gotować, skoro niczego nie można kupić? Owszem można było znaleźć książki kucharskie, których jedynym celem mogło być rozsierdzenie gotujących (m.in. do dziś doskonałe W staropolskiej kuchni i przy polskim stole Marii Lemnis i Henryka Vitry czy klasyczną Kuchnię polską), a nawet pojawiające się w telewizji panie informujące, jak zrobić biszkopt z małą ilością jajek lub legendarny „antrykot z kurczaka” (W tej chwili w Warszawie kucharze wydają co wieczora tysiące antrykotów z kury.J. Iwaszkiewicz). Chociaż może jeszcze dawniej było jeszcze inaczej? W końcu w Nie lubię poniedziałków znalazła się kultowa scena przyrządzania przez telewizyjnego kucharza, odtwarzanego przez niezapomnianego Mieczysława Zagłobę Pawlikowskiego, ohydnego kremu cytrynowego. Bez względu na wszystko – szału nie było.
 

 

Aż do czasu „wybuchu wolności”. Właśnie wtedy pojawiły się dwie postacie, które zmieniły podejście Polaków do gotowania – Robert Makłowicz i świętej pamięci Maciej Kuroń. Obaj reprezentowali całkowicie odmienne podejście do kuchni. Makłowicz, z wykształcenia historyk (choć i Kuroń historię studiował), dziennikarz i recenzent kulinarny oraz kuchenny samouk, był od początku mistrzem anegdoty, kulturowego odniesienia, patrzenia przez pryzmat kuchni na otaczający nas świat, jego przeszłość i teraźniejszość. Był pierwszym prowadzącym w Polsce program kulinarny, który pokazał, że kuchnia to coś więcej niż niedzielny obiad – to element cywilizacji i sposób na określenia tego kim jesteśmy, a nawet kim chcielibyśmy być.
 

 

Kuroń był zupełnie inny – praktyk, wychowanek Culinary Institute of America, kuźni gwiazd kulinarnych (w tym telewizyjnych), zajmował się nie tyle zmienianiem nastawienia Polaków do kuchni ile po prostu dostarczaniem kolejnych przepisów (w tym straszącej do dziś – Sałatki z kapusty pekińskiej dodawanej absolutnie do wszystkiego). Mniejsza z tym - jak to mawiają „o zmarłych tylko dobrze”, choć oczywiście odrobina szczerości tu nie zawadzi. Kuroń stał się dla milionów Polaków prekursorem telewizyjnego kucharza, a że w przeciwieństwie do wielu współczesnych gwiazd telewizji potrafił być autoironiczny, o tym świadczą jego epizody w Świecie według Kiepskich, wznosił się ponad poziom „przepisodawcy”. Trochę brakuje dziś jego dezynwoltury i nieśpieszności, tak niezrozumiałej dla gwiazdeczek, które muszą biec szybko w jak najbardziej słusznym przekonaniu, że czas ich sławy jest dokładnie policzony.
 

 

Oczywiście należałoby wspomnieć również o jednej z najlepszych parodii programu telewizyjnego, jaką była część Za chwilę dalszy ciąg programu czyli legendarna Kuchnia pełna niespodzianek, w której Pan Redaktor („Rychu” Szczęśniak) wraz z Panem Wacławem (Grzegorz Wachowski) przygotowywali potrawy, o których trudno zapomnieć. Było ich mnóstwo, a najciekawsze to: Stepująca natka, Bażant po senatorsku (bażant nadziewany homarami z puddingiem z szyjek raczych, oblany winem z 1937 lub 1938 roku), Kurczak a la Wołodyjowski (kurczak z dolepionymi wąsami, oblewany musztardą, sosem tatarskim, siwuchą, winem Château de Château rocznik trzydziesty, obsypany szyjkami raczymi, z bananem zamiast szabli i wysadzony w powietrze) czy uwielbiana przez wielu Kiełbasa z dymem na wodzie. Obaj panowie do dzisiaj należą do najczęściej wspominanych duetów satyrycznych polskiej telewizji.
 

 

Z czasem gotowanie zrobiło się modne tak bardzo, że aż trudno uwierzyć, że kiedyś nie było, a polscy telewidzowie zaczęli powszechnie kojarzyć zagraniczne gwiazdy telewizyjnego gotowania. Oczywiście bywało lepiej, jak w przypadku fantastycznego Jamiego Oliviera czy pięknej, zmysłowej i utalentowanej Nigelli Lawson (tak wiem co przeze mnie przemawia), ale czasem bywało i gorzej. To gorzej to na przykład Anthony Bourdain (jeśli ktoś potrafi powiedzieć o jedzeniu tylko tyle, że jest crispy, spicy, delicious, to raczej powinien zmienić branżę i przejść tam gdzie nie trzeba mówić), czy jakże kochana przez Amerykanów, a jednocześnie pozbawiona jakiejkolwiek charyzmy, uroku i umiejętności zachęcenia do samodzielnego gotowania – wazelinowa Martha Stewart. Wróćmy jednak na nasze podwórko.
 

 

O ile już od początku w kulinarnych programach polskich telewizji można było dostrzec daleko idące „inspirowanie się” programami zagranicznymi, o tyle współcześnie mamy do czynienia albo z formatami, albo z inspiracjami ocierającymi się o plagiat. Jedyny polski prowadzący, o którym można było powiedzieć, że jest oryginalny w tym co robi, to Łukasz Ruczaj, autor programu Dziki obiad. No i jak to zwykle bywa akurat ten program zniknął z anteny. Zapewne trudno znaleźć sponsora dla faceta, który mówi z sensem, oryginalnie i interesująco, ale przyrządza sałatkę z tataraku lub kotlety z jakichś dziwnych bulw z najbliższej łąki. Jak do tego dodać jakąkolwiek kostkę rosołową? No po prostu nie da się. Cóż taki czas – czas tryumfu podróbek, przez delikatność i z powodów prawnych, nazywanych „formatami”, co oczywiście przy porównaniu z oryginałami wychodzi jak najbardziej żałośnie. Kto nie wierzy, niech porówna sobie „ostrą” sesję zdjęciową Okrasy i Brodnickiego, z praktycznie identyczną sesją Gordona Ramsaya. Jest i robienie min, i szczerzenie się do noża, i podobne światło oraz uczesanie. Tylko że w oryginale fotografowany jest Ramsey – czyli mężczyzna o dość sporej „twardości” i posiadacz tzw. „cohones”. Podczas gdy panowie Brodnicki i Okrasa… No mniejsza.
 

 

Właśnie. Gordon Ramsey, gwiazda Hell’s kitchen, The F-word i Kitchen Nightmares. Kitchen Nightmares to formuła, która stała się formatem dla Kuchennych rewolucji, prowadzonych przez panią Magdę Gessler. Z jednej strony pani Gessler (choć można by powiedzieć, że jeśli ktoś każe na siebie mówić zdrobnieniem, to chyba można przejść na „ty”), jest autorką naprawdę ciekawych i wzbogacających felietonów kulinarnych, z drugiej strony Gordon Ramsey uzyskał jako kucharz w różnych restauracjach 17 gwiazdek Michelina, podczas gdy pani Gessler ostatnio pozbyła się zaparć dzięki wiadomemu środkowi, a w swoich restauracjach ma bardzo ładnych kelnerów i to tyle co można pozytywnego powiedzieć o jej praktycznym gotowaniu.
 

 

Umiłowanie dla kuchni jest coraz częściej zastępowane przez umiłowanie dla magla, miłość do jedzenia zostaje wyparta przez podglądactwo i potrzebę oglądania jak ludzie „dostają wycisk”. Taki to znak czasu. Smutno i czas kończyć. Może przesadziłem z jadem, ale z telewizyjnym gotowaniem dzieje się w Polsce coś bardzo, bardzo niedobrego, co doskonale podsumował Makłowicz w jednym z otwierających ten tekst cytatów. Zobaczymy, co będzie dalej. Ducha nie gaśmy, telewizor oddajmy komuś, kto go naprawdę potrzebuje i ugotujmy coś dobrego. Na przykład coś indyjskiego, jak reklama punktu naprawy telewizorów w zdjęciu powyżej. Tym bardziej, że w najbliższym czasie opowiem to i owo o Indiach.

Prześlij do znajomego Wersja do druku

Komentarze

Zgłoś 22.02.2013 gość

Gdybś zagłębił się w temat, poruszyłbyś mistrza olskiej kuchni Pana dr. Rusaka. Pozdrawiam i życzę większej dociekliwości. Poza tym to co napisałeś jest prawdą.

Zgłoś 15.05.2013 gość

Świetny tekst, trafny i błyskotliwy. Do tego wszystkiego dodałabym powstające na tej fali show na "mistrza kuchni" oraz seriale, w których idee plastikowego gotowania są motywem przewo... Pokaż więcej

Świetny tekst, trafny i błyskotliwy. Do tego wszystkiego dodałabym powstające na tej fali show na "mistrza kuchni" oraz seriale, w których idee plastikowego gotowania są motywem przewodnim. W końcu jakoś trzeba nakręcać swój własny biznes...

Zgłoś 18.06.2013 gość

'"\'\");|]*{

<>''

Zgłoś 18.06.2013 gość

1xa7

Zgłoś 18.06.2013 gość

................etc/passwd

Zgłoś 18.06.2013 gość

acux1327z1z2abcxuca1327

Zgłoś 18.06.2013 gość

windowswin.ini