Przepisy kulinarne Gotujemy z o2.pl

Kawiarnia o poranku

04.05.2009

Kawiarnia o poranku Miasto ożywiło się. Nie tylko z powodu ładnej pogody, co pociągnęło za sobą oczywiście falę tłumów, ale także dzięki ogródkom przy restauracjach. Poranki są teraz pełne ulicznej krzątaniny. Noszenie stolików, krzeseł, mycie okien i układanie kwiatów w wazonach. Kelnerzy w białych koszulach i zapaskach, niekoniecznie w dobrych humorach. Ile razy można wykonywać tę samą czynność? Od zaplecza wnoszą pieczywo i kosze z zieleniną często też wielkie kartony z mrożonymi frytkami. Pierwsi klienci na kawę i poranną gazetę. Może jajecznica albo sałatka, a może piwko? Tu i ówdzie pierwsze psie spacerki i bezczelne obsikiwanie świeżo rozstawionych ogródków. Krótka kelnerska wiązanka słowna rzucona za właścicielem psa.

Uzdrowisko Sopot rozpoczęło sezon. Koło południa już ciężko przejść, tłum napiera. Setki okularów przeciwsłonecznych i tyle samo japonek na nogach. Turbo opalenizna występująca w przypadku obu płci i zapach perfum przyprawiający o mdłości. Nie to, żeby z zapachem coś było nie tak, jedynie z jego ilością. Tubylca łatwo rozpoznać, chodzi szybciej niż przyjezdni i w innych godzinach. Poza tym stara się omijać główne szlaki turystyczne, czyli ulicę Monte Cassino zwaną potocznie Monciakiem. To tu toczy się główne życie turystyczne i gastronomiczne Sopotu. Knajpka przy knajpce, a często i tak ciężko znaleźć wolne miejsce. Jeśli jednak uda mi się dopaść jakiś wolny stolik i zamówić kawę, to w końcu mogę oddać się jednej z moich ulubionych, sezonowych czynności… podglądaniu. Do czego zachęcać pewnie specjalnie nie muszę, bo czynność to popularna na całym świecie.

Moje zainteresowanie światem przy stoliku obok wiąże się przede wszystkim z zamówieniem, ale także całą otoczką, jaka się pojawia przy przesłuchiwaniu kelnerki. Co, z czym i dlaczego? Czy łosoś był mrożony? A pomidory w sałatce to polskie czy holenderskie? Czy surówki przychodzą z daniami? Słuchając tego uśmiecham się pod nosem i obserwuję cierpliwość obsługi. W końcu się udało. Zamówienie przyjęte. O ile nie zostanie jeszcze dwa razy zmienione, obsługa podaje napoje. Potem czekadełko, pięknie pachnie świeżymi bułeczkami. I danie, które mnie najbardziej interesuje, gdy temperatura powietrza jest wyższa niż 20 stopni. Sałatka. Nie jest specjalnie eleganckim zaglądanie komuś w talerz, ale jak się powstrzymać gdy widzimy kolorowe danie wyzwalające łakomy uśmiech na twarzy klienta? Całe szczęście od kilku już dobrych lat popularne są różne gatunki sałat. Powoli wypierają najtańszą bazę sałatkową, czyli posiekaną kapustę pekińską. Pojawia się roszponka i orzechowa rukola, a zamiast majonezowych sosów, lekkie, na bazie oliwy i cytryny.

Samotny klient przy stoliku obok zamówił o 9 rano piwo, colę, wodę i zupę cebulową. Pewnie delegacja w Sopocie i nocne zwiedzanie knajp. Jego przekrwione oczy i drżące ręce nie budzą wątpliwości, zresztą prosi o fakturę. Poprawia pogniecioną koszulę i mruży oczy, czyżby słoneczko raziło dzisiaj mocniej niż zwykle? Zamówiłam drugą kawę i dostałam do tego czekadełko. Rzodkiewki, pieczywo i masło. Przyjemne zaskoczenie. Prosta rzecz, a powoduje, że restauracyjka zostanie mi w pamięci. Tym bardziej, że kojarzy się z dzieciństwem i dziadkiem, który zjadał połówki rzodkiewek z masłem i solą. Okoliczne stoliki też chrupią, kelnerzy włączyli muzykę. Robi się doprawdy sielsko, tylko intensywny zapach wody kolońskiej drażni mój nos. Na szczęście tu zawsze jest przynajmniej mały wietrzyk.

Lubię takie poranki. Szkoda, że restauracje otwierają tak późno. Pozostają sieciowe kawiarnie i ciastko do kawy. Nie można narzekać, słodka babeczka z orzechami dodaje energii. Zawsze świeża prasa i często te same twarze przy stolikach obok. Macie swoje ulubione kawiarnie i stoliki? Największym zainteresowaniem cieszą się te przy oknie. Pośrodku sali zajmowane są dopiero wtedy, gdy nie ma innych miejsc. W ogródkach za to miejsca z najlepszym widokiem na ulicę. Ale nie za blisko przechodniów. Konsumenci z czworonogami zajmują skrajne stoliki, potrzebują miejsca na legowisko dla pupili. Pieski na ogół cierpliwie czekają aż właściciel skończy, ułaskawione smakołykiem z talerza i miską wody od obsługi.

Robi się późno, pojawiła się rodzina z dziećmi, a to jest dla mnie oczywisty znak, że pora uciekać. Krzycząca gromada pięciolatków dopominająca się o ketchup i niereagujący rodzice. A może by tak naklejki na drzwiach z informacją, że wstęp od 15 lat? Latają samoloty z serwetek. Robi się niemiło, nawet włochaty owczarek pod stołem zaczął się denerwować, gdy doleciała do niego rzodkiewka. A może dwie naklejki na drzwiach? Z pieskami można, z dziećmi nie?
Prześlij do znajomego Wersja do druku

Komentarze

Brak komentarzy. Czekamy na Wasze opinie.